kontakt
Stop Korupcji aktualności dokumenty
strona główna

 

Rada na układy
źródło: Nowa Trybuna Opolska
data:
10 czerwca 2003


Po pierwszych słowach Julii Pitery sala spoważniała. W głębi Janusz Kowalski, prezes Stowarzyszenia "Stop Korupcji".
- Unia Europejska to ostatni bicz na polską korupcję i polskich polityków - powiedziała wczoraj w Opolu Julia Pitera, prowadząca debatę o przejrzystości życia publicznego.

Na Opolszczyźnie panowało wczoraj kilkugodzinne bezkrólewie. Najwyższe władze regionu (wojewoda, marszałkowie, posłowie, senatorowie, radni wojewódzcy, prezydenci, starostowie, wójtowie) zebrali się wyjątkowo licznie w urzędzie wojewódzkim, by radzić - na zaproszenie Opolskiego Centrum Demokracji Lokalnej i Stowarzyszenia "Stop Korupcji" - o opolskiej i polskiej korupcji.

Na początku atmosfera na sali była luźna i żartobliwa.
- Bierzesz w łapę? - pytał z uśmiechem kolegę samorządowca Dieter Przewdzing, burmistrz Zdzieszowic. - Bo ja już od dwóch lat nic nie wziąłem...
Jednak już po pierwszym, wprowadzającym wystąpieniu Julii Pitery zrobiło się bardzo poważnie.
- Zgłosił się od mnie człowiek z Krapkowic, który odmówił 6 tysięcy łapówki dla tamtejszej policji budowlanej - mówiła Pitera. - Miejscowy układ go wykończył, przesiedział 72 godziny w policyjnym areszcie. Ten człowiek zdokumentował swoją sprawę, będziemy się tym zajmować.

Obecny na sali wicestarosta krapkowicki z trzęsącymi się rękami wyjaśniał, że ta bulwersująca sprawa nie dotyczy jego urzędu.
- Ale pański urząd nadzoruje ich - ucięła Pitera.
Ryszard Zembaczyński, prezydent Opola, ujawnił, że już po odejściu z fotela wojewody powiedziano mu nieoficjalnie, jaki był jeden z głównych powodów jego popadnięcia w niełaskę u liderów Akcji Wyborczej Solidarność.
- Bo nie płaciłem daniny na partię, która mnie wysunęła na stanowisko, bo nie organizowałem im finansowania kampanii wyborczej - mówił aktualny prezydent Opola.

Zembaczyński mówił też m.in. o swojej bezradności związanej z gromadzeniem dowodów na działania korupcyjne byłych urzędników ratusza.
- Wiem, że przed moim przyjściem do opolskiego ratusza była tam korupcja - mówił prezydent. - Ale nie mam konkretnych dowodów, że dany urzędnik wziął 10 czy 20 tysięcy złotych. Korupcja na ogół nie zostawia śladów...
Politycy obecni na sali, m.in. poseł Henryk Kroll, mówili o tym, że nie było problemu łapówkarzy, gdyby ludzie przestali im dawać w łapę.
- To nie takie proste - mówił Adam Maciąg, wicestarosta namysłowski. - Ludzie boją się, że układ rządzący na danym terenie ich wykończy. Jak nie wykończy mnie, to moją siostrę albo mojego szwagra. W naszym samorządzie dochodzi do rażących naruszeń prawa, które nawet po wykryciu nie wiążą się z żadnymi poważnymi sankcjami dla danego urzędnika.
Janusz Kowalski, radny Opola i prezes Stowarzyszenia "Stop Korpucji" (współorganizator debaty), przypomniał, że na Opolszczyźnie byliśmy świadkami bezprecedensowego w skali kraju wydarzenia.

- W jednym tygodniu pod zarzutem korupcji zdymisjonowane zostały dwie najważniejsze w województwie osoby: wojewoda i marszałek - mówił Janusz Kowalski. - Dzięki partyjnym układom te osoby wydawały się niezatapialne, ale w końcu i one zostały zatopione. Jednak już widać, że pewne negatywne zachowania są przenoszone do urzędu marszałkowskiego. Wystarczy podać sprawę kupienia stanowiska naszego przedstawiciela w Brukseli przez dyrektorkę przedstawicielstwa jednej z firm ubezpieczeniowych.

Zebrani chwalili rolę prasy w ujawnianiu korupcji. Boleli, że korupcyjnymi tematami muszą się zajmować dziennikarze, a nie organa ścigania. Najwięcej cięgów dostało się prokuraturze, której przedstawiciel był obecny na sali. Julia Pitera stwierdziła wprost, że nie byłoby tak wielkiego dramatu rodzin z "Dobrych Domów" i wielomilionowych strat, gdyby organa ścigania reagowały na pierwsze niepokojące sygnały, które pojawiały się już cztery lat temu.

- Prokuratura ruszyła dopiero wtedy, kiedy SLD zdecydowało się wydać wyrok polityczny na Pogana i Olszewską - poparł Julię Piterę Janusz Sanocki, były burmistrz Nysy. - Dopóki uczciwi ludzie nie będą mogli liczyć na organa ścigania, które boją się dobierać do polityków, dopóty każda podobna dyskusja o korupcji będzie tylko bezproduktywnym mieleniem językami.
Roman Wawrzynek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu, bronił kolegów, mówiąc, że prokuratorzy nie są w stanie zajmować się każdym sygnałem, że jednym z udziałowców spółki "Dobre Domy Opole" była gmina Opole, co - wydawało się wtedy - daje gwarancje nadzoru nad tą inwestycją.
- Szef prokuratury upoważnił mnie do stwierdzenia, że już za kilka tygodni wpłyną do sądu pierwsze akty oskarżenia związane z opolskimi aferami - mówił prokurator Wawrzynek. - Jest to największe śledztwo w historii naszej prokuratury, wybiega ono poza Opolszczyznę, a sięga nawet Warszawy.
Elżbieta Rutkowska, wojewoda opolski, podzieliła się swoimi obawami dotyczącymi możliwości występowania zjawisk korupcyjnych w opolskich sądach.
- Myślę o niektórych postępowaniach upadłościowych, gdzie sprawy się przewlekają, następuje przejadanie masy upadłościowej - mówiła pani wojewoda, zaznaczając, że mówi o ogólnym odczuciu, nie ma jednak dowodów na konkretne działania korupcyjne.

Poseł Jerzy Czerwiński wytknął obecnym na sali radnym wojewódzkim hipokryzję, pokpiwając z tego, że teraz wszyscy urzędnicy i samorządowcy podczepiają się pod walkę z korupcją.
- "NTO" przez dwa tygodnie opisywała, jak szef sejmiku wojewódzkiego, pan Mazur, uparcie nie chce ujawnić oświadczeń majątkowych radnych - mówił poseł Czerwiński. - Czy któryś z szanownych radnych wtedy zaprotestował, czy ktoś wstał i się temu sprzeciwił?




Created by   e-production
e-production wspiera działania na rzecz przejrzystości w biznesie
prowadząc portal Stowarzyszenia Stop Korupcji.
© 2003-2005 e-production All Rights Reserved.