kontakt
Stop Korupcji aktualności dokumenty
strona główna


Ławnicy na ratuszgate

źródło: Gazeta Wyborcza
data:
30 stycznia 2005

Złośliwi mówią o ławnikach per "wazony". Że niby są tylko dodatkiem sędziowskiego stołu. Jednak ci ławnicy, którzy będą decydować o winie i karze byłych SLD-owskich włodarzy, na pewno "wazonami" nie są

Stanisław Sikorski jest ławnikiem już drugą kadencję. Rekomendował go związek zawodowy pracowników Miejskiego Zarządu Budynków Komunalnych w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie przed emeryturą pracował.

Nim we wtorek odbyła się pierwsza rozprawa oskarżonych o korupcję byłych SLD-owców, wiele godzin spędzał w sekretariacie sądu na zapoznawaniu się z aktami.

Zaznacza, że gdy zostaje wylosowany do sprawy, w której uczestniczą jego znajomi, to rezygnuje. - W tym procesie nie znam nikogo. Nie jestem z Opola i tych ludzi, których mamy osądzić, widzę twarzą w twarz po raz pierwszy - mówi.

Sikorski uważa, że nadaje się do tej trudnej sprawy, bo ma już doświadczenie. - Przez lata pracowałem w policji, więc potrafię dochodzić prawdy - zaznacza. Przez dwie kadencje uczestniczył też w wydaniu ok. stu wyroków.

Najbardziej pamięta ten, kiedy morderca otrzymał karę dożywocia. - Długo się zastanawialiśmy, bo choć dowody były niezbite, to jednak dożywocie jest strasznie poważnym wyrokiem. Więc debatowaliśmy, spieraliśmy się - wspomina. - W składzie sądzącym reprezentujemy społeczeństwo, myślę więc, że dlatego łagodniej patrzymy na oskarżonych. Widzimy w nich człowieka, który być może pobłądził. Potem dopiero zwracamy uwagę na paragrafy - zastanawia się.

Zaczytuje się w kryminałach, śledzi wszelkie doniesienia kryminalne w prasie czy telewizji. - Ta wiedza bardzo mi się przydaje, bo często przestępstwa są popełnianie według pewnego schematu, powielane są metody działania. Przecież przestępcy też wzorują się na tym, co zobaczą w telewizji albo usłyszą od współwięźniów - przekonuje ławnik Sikorski.

Medialne zainteresowanie procesem byłych SLD-owskich włodarzy przyjmuje ze spokojem. - Nie krępuje mnie to, ale czasami utrudnia prowadzenia sprawy, bo cały czas na sali jest zamieszanie. Może będzie lepiej, jak już przeprowadzimy się do budynku sądu na Daszyńskiego, gdzie będą większe sale.

Ławnik Antoni Klusik na salę sądową, w której pojawili się zamieszani w aferę ratuszową, biegł w todze z sali, na której właśnie uczestniczył w skazaniu na dożywocie zabójcy trzech kobiet.

- Musiałem zastąpić ławnika, który się spóźnił. Nie wiem, czy nadal będę uczestniczył w sprawie byłych włodarzy Opola - mówi Klusik.

W latach 70. był ławnikiem Śląskiego Okręgu Wojskowego. - Zrobiono mnie nim w ten sposób, że kazali nam się ustawić w rzędzie i mówili: "wy , wy i wy" - śmieje się.

Wtedy jednak nie wziął udziału w żadnej sprawie. Na obecną kadencję rekomendowało go Stowarzyszenie "Stop Korupcji". Jest rencistą, a więc dla sądu w pełni dyspozycyjnym. Zapewnia, że stara się aktywnie uczestniczyć w procesie, że czuje na sobie taką samą odpowiedzialność za proces, jak sędzia. Najwyższy wyrok, jaki pomógł wydać, to owo dożywocie. - Przez tych kilka procesów, w jakich uczestniczyłem, poznałem wiele osobowości. Ludzie z pozoru prości okazywali się wybitnymi jednostki, a ci z białymi kołnierzykami potrafili nierzadko rozczarować - mówi.

W wolnych chwilach jeździ na rowerze. Nawet ostatnio koleżanka po fachu zwróciła mu uwagę, by uważał z tą jazdą, bo gdy jeden ławnik miał poważny wypadek, to trzeba było proces od początku zaczynać.

Trzecią osobą, jaka zasiadła we wtorek za stołem sędziowskim, jest rekomendowany przez Stowarzyszenie Rodzin Katolickich Zygmunt Augustynik. Nie znalazł czasu na rozmowę z nami.

Andrzej Kołodziejczyk z Brzegu spóźnił się na proces, został zastąpiony i nie wiadomo, czy nadal będzie w nim uczestniczył.




Created by   e-production
e-production wspiera działania na rzecz przejrzystości w biznesie
prowadząc portal Stowarzyszenia Stop Korupcji.
© 2003-2005 e-production All Rights Reserved.