kontakt
Stop Korupcji aktualności dokumenty
strona główna


Opolski czerwony autobus

źródło: Newsweek
numer 51/04


To już kres politycznej kariery Aleksandry Jakubowskiej. Teraz była szefowa gabinetu premiera walczy tylko o wolność - aresztowanego męża i swoją.
Po Opolu krąży żart, że miasto jest teraz jak czerwony autobus: część siedzi, a reszta się trzęsie. I rzeczywiście, nie trzeba być bystrym obserwatorem, by w mig zauważyć, że to miasto stało się wyższą szkołą przekrętów. Lokalnym politykom SLD wystarczyło kilka lat, by przećwiczyć w regionie większość sposobów okradania publicznej kasy z pieniędzy podatników. A ten "na prowizję" jest równie prosty, co genialny.
Ale po kolei. Najpierw, tuż po przejęciu władzy, na stanowisko szefa Elektrowni
Opole wstawiono człowieka związanego z SLD, Henryka Sz. Potem, korzystając z warszawskich koneksji, zmieniono szefa opolskiego oddziału PZU i została nim Stanisława Ch. Wtedy do elektrowni i ubezpieczyciela przyszła zaprzyjaźniona spółka brokerska Jargo, proponując pośrednictwo w ubezpieczeniu "Opola". Propozycja została oczywiście przyjęta. Połowa z 15-procentowej prowizji trafiała do pośrednika, drugą połową dzielili się szefowa PZU, dyrektor elektrowni i polityk - organizator procederu. Rocznie dawało to na głowę od 300 do 500 tysięcy złotych, płatne w ratach, zgodnie z rytmem opłacania składki. Traciła państwowa elektrownia, która płaciła niepotrzebną prowizję. Mechanizm doskonale działał w 2003 roku, a w marcu 2004 układ został przedłużony o trzy lata.
Według prokuratury współorganizatorem procederu był mąż posłanki SLD Aleksandry Jakubowskiej, Maciej. Dziś on i trójka pozostałych podejrzanych są w areszcie. Samotność nie będzie im tam raczej doskwierać, bo wcześniej Opolem wstrząsnęła tak zwana afera ratuszowa, która zaczęła się w 2001 roku. Kilkudziesięciu politykom i biznesmenom postawiono zarzuty korupcji i też wielu aresztowano. A stało się tak za sprawą opolskich dziennikarzy oraz gniewnych młodych ludzi ze stowarzyszenia Stop Korupcji, którzy wydali wojnę układowi władzy, jak się wtedy wydawało, niezwyciężonemu. - Studiowałem prawo, miałem 23 lata i poczucie, że moje miasto jest oplecione korupcyjną siecią, że wszyscy to widzą, a nikt nic nie robi. Skrzyknęliśmy się i rozpoczęliśmy mozolną walkę - opowiada 26-letni Janusz Kowalski, obecnie radny Opola. Reagowali na każdy sygnał, bili na alarm. I choć dziś całe zainteresowanie skupia się na prowadzącej śledztwo prokuraturze, to warto pamiętać, że to właśnie społeczeństwo obywatelskie wydało walkę mafii. I zwyciężyło.

Dziś jednak oczy całej Polski z ogromnym zainteresowaniem wypatrują w Opolu czegoś innego - jak dopełni się biografia Aleksandry Jakubowskiej, jednego z najbardziej znanych polityków lewicy i opolskiej posłanki. Jej upadek wydaje się przesądzony. - Stanowisko partii jest klarowne: wszczynamy procedurę wykluczenia jej z SLD - bezwzględnie stwierdza opolski poseł Sojuszu Jerzy Szteliga. Bo - jak argumentuje - nie można tolerować sytuacji niejasnej.
Taki właśnie scenariusz przetrącił ostatnio wiele karier polityków z partii Krzysztofa
Janika. Działacze nazywają to "wyrzucaniem ofiar z sań na żer goniącej je hordy wilków" - czyli opozycji, prokuratorom, opinii publicznej. Od kilku miesięcy SLD nie broni osób, na których ciążą najpoważniejsze zarzuty. Tak było z Andrzejem Pęczakiem czy całą grupą posłów podejrzaną o starachowicki przeciek. Także teraz Janik zapowiada: - Partię wyczyścimy bez względu na koszty.
Szteliga mówi, że właśnie tu, na Opolszczyznie, widać, jak duże są skutki zaniechań. Niemal codziennie z nagłówków lokalnych gazet wołają zbitki "SLD" i "aresztowany", "oskarżony". W czwartek 9 grudnia w "Nowej Trybunie Opolskiej" informacje o zam-knięciu podejrzanych o udział w aferze ubezpieczeniowej zatytułowano po prostu: "Wszyscy aresztowani".
W przypadku tej afery zagarnięte pieniądze to około 1,5 mln zł - tyle wynosi 15-procentowa prowizja od 10 milionów. Na mieszkańcach nie robi ona wrażenia. Rozpracowanym kilka miesięcy temu, a teraz sądzonym SLD-owskim działaczom - byłym prezydentom miasta, wojewodzie i marszałkowi województwa - postawiono zarzuty dotyczące wyprowadzenia z kasy miasta i spółek zależnych kilkudziesięciu milionów. Aferę nazwano ratuszową, bo w procederze brali udział niemal wszyscy członkowie lewicowych władz miasta z lat 1998-2002. Wiele przestępstw udało się wykryć dzięki pomysłowi nowych prawicowych gospodarzy Opola, którzy zatrudnili oficerów zwolnionych w tym czasie z UOP przez SLD-owskie władze. Zorganizowana przez nich komórka przejrzała dokumentację i odkryła lipne faktury, zawyżanie kosztów, fałszowane przetargi. A prasa dotarła do takich kwiatków jak podpisana przez czterech działaczy samorządowych Sojuszu umowa, opisująca podział wpływów w mieście. Jeden "wziął" pływalnie, inny targowisko, a trzeci przetargi. Czwarty chciał zostać wiceprezydentem, a jeśli by mu się nie udało, pozostali mieli mu zapewnić miesięczne dochody od półtora do dwóch tysięcy złotych. Z kasy miasta, rzecz jasna.

Czy możliwe, żeby prominentni działacze Sojuszu nic o tym wszystkim nie wiedzieli?
- Nie wiedziałem - twierdzi Jerzy Szteliga.
- Miałem może pewne podejrzenia, ale prokuratura nic nie zgłaszała - dodaje.
Ze Szteligą, wysokim, szczupłym mężczyzną, rozmawiamy w partyjnym biurze, mieszczącym się w pomarańczowej kamienicy na cichym osiedlu. Zazwyczaj i biuro jest ciche, ale teraz Szteliga uwija się jak w ukropie. - Macie 10 minut - rzuca. Za chwilę jedzie w teren, by tłumaczyć kolegom, co się dzieje, i naradzać się, co robić dalej.
Z Jakubowską blisko współpracuje od 1997 roku, gdy jako jedyny z liderów Sojuszu zgodził się przyjąć rzeczniczkę rządu Cimoszewicza na swoją listę wyborczą. Czy teraz zadzwoni do koleżanki? - Widzieliśmy się ostatnio w Sejmie - rzuca dyplomatycznie, ale z tonu słychać, że nie zadzwoni.
Aleksandra Jakubowska nie spodziewa się tego telefonu, wie, że Szteliga się nie odezwie. Ostatnio aresztowano jej męża, wcześniej pojawiły się przecieki, że w zeznaniach członków grupy ratuszowej pojawia się jej nazwisko - miała korzystać z nielegalnych pieniędzy w czasie kampanii do Sejmu. Ale Jakubowska zachowuje się tak, jakby to wszystko nie robiło na niej wrażenia. Z tym samym uśmiechem, z którym broniła Millera dwa lata temu, teraz w lokalnej prasie zapowiada, że z "Opola nie da się wyrzucić". Jednak gdy w czwartek o północy znajduje wreszcie czas na rozmowę z reporterem "Newsweeka" w swoim eleganckim domu w Podkowie Leśnej pod Warszawą, trudno jej o telewizyjną twardość. Może dlatego, że pod nogami plącze się wilczyca w opatrunku po operacji, a do rozmowy co chwilę z uśmiechem wtrąca się syn. Także leżące na stoliku postanowienia prokuratury o zatrzymaniu Macieja Jakubowskiego i zezwolenie na przeszukanie domu, włącznie ze zrywaniem podłóg, ani na chwilę nie dają zapomnieć o sprawie.
Jakubowska mówi, że nic z niej nie rozumie. - To jakieś szaleństwo, mój mąż nie ma z tym nic wspólnego - przekonuje. Twierdzi, że prokuratura uderzyła właśnie teraz, bo na lokalnym zjeździe Sojuszu zapowiedziała powrót do polityki po kilkumiesięcznej przerwie. A jak mówi, niektórzy w SLD boją się jej popularności, a prokuratorzy chcą się ustawić pod nową, prawicową władzę.

Niewykluczone, że jest i taka intencja. Przecież w obecnym kierownictwie SLD nieoficjalnie można usłyszeć, że podstawową przeszkodą w zbudowaniu jednego lewicowego bloku są ludzie Millera. Jednak samo śledztwo wydaje się mieć solidne podstawy: kilkaset stron stenogramów podsłuchów. Prokurator okręgowy z Opola Józef Niekrawiec mówi,
że to "dozwolone kodeksowe środki techniczne", które "przełożyły się na dokumentację
potwierdzającą pewne transakcje".
Czy zdaniem pani poseł na pewno nie ma w nich nic obciążającego ją i jej męża?
- Za mówienie jeszcze nikogo nie skazano, różne rzeczy można mówić. Musiałyby być jakieś dowody, faktury, przelewy, lewe konta odkryte. Ale ich nie ma, bo na konto mojego męża przychodzi moja pensja i ja wiem, ile tam jest - twierdzi. Rzecz w tym, że niekoniecznie. Jak się dowiedział "Newsweek", w zeznaniach świadków pojawia się wersja, że do Macieja Jakubowskiego raz, dwa razy w miesiącu docierali kurierzy z pieniędzmi. - Czasem, gdy był w Opolu, odbierał pieniądze na mieście - mówi nam jeden ze świadków.
W rozmowie z "Newsweekiem" Jakubowska twierdziła, że nic o tym nie wie. Ale to było jeszcze przed piątkową wizytą w areszcie u męża. Była minister wyszła z niej przybita, odwołała wszystkie spotkania z mediami i zapowiedziała, że nie pojawi się na niedzielnej radzie wojewódzkiej SLD, by bronić swego dobrego imienia.
Dlaczego? W Opolu wystarczy popytać o Macieja Jakubowskiego, by zrozumieć, że prokuratura w końcu zapyta o rolę jego żony.
- On był jej kierowcą. Woził żonę na Opolszczyznę, bywał z nią na festiwalu, ostatnio widziałem, jak czekał na nią podczas kongresu SLD - mówi Szteliga. A znajomy małżeństwa Jakubowskich z Warszawy, proszący o anonimowość, dodaje: - Nieźle gotował, jest z wykształcenia fizykoterapeutą, więc umiał robić masaże, popalał fajkę. I to cała jego rola publiczna, sam nic by raczej nie załatwił.
Aleksandra Jakubowska będzie miała trudności z przekonaniem opinii publicznej, że nie ma nic wspólnego z PZU. Szefowa opolskiego oddziału to jej dobra znajoma. - Stasię bardzo lubię, podziwiam jej mądre córki. Jestem zdziwiona informacjami, że teraz podobno przyznaje się w prokuraturze do współpracy z pośrednikiem ubezpieczeniowym. Ja nic o tym nie wiedziałam - twierdzi posłanka.

Ale już wcześniej "Nowa Trybuna Opolska" wielokrotnie przytaczała opinie działaczy SLD, że PZU to sfera wpływów Jakubowskiej. Bo w tym mieście wszystko było czyjeś. - Stworzyli salonik, w którym każdy się z każdym bratał, poseł z szefem firmy, a ten z dyrektorem telewizji państwowej. Myśleli, że są tu na wieki, że ich nic i nikt nie ruszy. Całkowicie zatracili zdolność do samokontroli - twierdzi Janusz Kowalski ze Stop Korupcji.
A jeden z opolskich znajomych Jakubowskiej opowiada: - Trzy miesiące temu poczułem, że i ona straciła rozsądek i zapłaci za to reszta saloniku. Przyjechała wtedy nowym audi A3 i pochwaliła się, że Maciej jeździ teraz audi A6.
No tak, jak się już powiedziało A, to trzeba powiedzieć B, ale to zapewne zrobią w tej sprawie opolscy prokuratorzy.




Created by   e-production
e-production wspiera działania na rzecz przejrzystości w biznesie
prowadząc portal Stowarzyszenia Stop Korupcji.
© 2003-2005 e-production All Rights Reserved.