kontakt
Stop Korupcji aktualności dokumenty
strona główna


Polityka dla początkujących

źródło: Newsweek
numer 22/04


Młodzi politycy mają dziś swoje pięć minut. Niewielu ich rówieśników garnie się do działalności publicznej, a starzy wyjadacze stracili już społeczne zaufanie.

Poniedziałek 17 maja, opolski rynek. Tłum rozżalonych maturzystów, którym kazano powtarzać unieważniony z powodu przecieku egzamin, rozpoczyna protest. Skandowaniem wywołują z ratusza prezydenta miasta Ryszarda Zembaczyńskiego. Obok niego wyrasta nagle Janusz Kowalski, młody radny. W garniturze, wysmukły, zdecydowany. Przejmuje mikrofon i inicjatywę - kilkoma zgrabnymi hasłami ujmuje młodzież. I zaraz potem prowadzi pochód pod gmach Urzędu Wojewódzkiego. Tam maturzyści ciskają już jajami.
Dla Kowalskiego, 26-latka z Opola, ostatnie tygodnie były pełne emocji nie tylko z tego powodu. Do prokuratury doprowadzono w kajdankach byłego prezydenta miasta Piotra Synowca z SLD, podejrzanego o branie łapówek. To efekt akcji Kowalskiego, który tropiąc korupcję na Opolszczyźnie, doprowadził już do aresztu wojewodę, przewodniczącego rady miasta i panią marszałek województwa. Scenariusz jak z amerykańskiego filmu.
Kowalski wdarł się do politycznej pierwszej ligi swojego miasta, bo umiejętnie wykorzystał szansę. Badania CBOS wykazują, że młodych ludzi polityka nie obchodzi wcale (zainteresowanie nią deklaruje 1 proc. respondentów z ostatnich klas szkół ponadpodstawowych), więc ci, którzy w nią wchodzą, nie mają rywali. Konkurentem przestaje być też starsza, skompromitowana generacja polityków.
Symbolem zawrotnej kariery jest 30-letni minister rolnictwa Wojciech Olejniczak, dziś kandydat na szefa Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Ale takich jak on jest już teraz więcej. To ludzie, którzy mogliby znaleźć z łatwością inne zajęcie. Ale polityka ich "rajcuje". Szukają nowych metod jej uprawiania. Nie opierają się na starych koteriach rodem z PZPR czy Solidarności; starają się tworzyć własne grupy wpływów. Za parę lat mogą być ministrami albo macherami, robiącymi wielką politykę z ukrycia. Konrada Łęckiego z PO, Michała Wróblewskiego z SdPl i Grzegorza Skwierczyńskiego z Samoobrony być może spotkamy już w Sejmie następnej kadencji. Konrad Ciesiołkiewicz zbuduje dla prawicy pierwszy prawdziwy think tank - ośrodek doradczy. A Radosław Parda z LPR może być wojewodą dolnośląskim. Polityczny outsider Janusz Kowalski albo przeprosi się z PiS i wejdzie do wielkiej polityki, albo stworzy konkurencję dla walczącej z korupcją Julii Pitery.

Polityczne młode wilki są we wszystkich partiach, ale najłatwiej dostrzec je na prawicy. PiS czy PO to partie, w których błyskotliwe kariery młodych - Pawła Piskorskiego, Michała Kamińskiego czy Adama Bielana, nikogo nie dziwią. Łatwiej im było awansować przy okazji kolejnych podziałów na prawicy. Postkomunistyczna lewica, do niedawna zjednoczona, połączona sentymentami z czasów PRL, młodych traktowała jak kwiatki do kożucha. Ale dziś, po kompromitacji SLD i rozłamie w tej partii, będzie musiało odejść "pokolenie '46" (w tym roku urodzili się Miller, Oleksy i Borowski), a w pierwszym szeregu stanąć mogą ludzie z nowej generacji.
Starzy politycy niechętnie patrzą na ekspansję młodych. - W państwach zachodnich nikt nie domaga się żadnego "odmłodzenia polityki". Na swoją pozycję, na mandat w parlamencie trzeba pracować latami - zżyma się lider PiS Jarosław Kaczyński. Może właśnie dlatego z Prawem i Sprawiedliwością musiał rozstać się w 2001 roku Janusz Kowalski. Nie chciał się zgodzić, by w jego mieście do Sejmu kandydował przywieziony w teczce z Warszawy Andrzej Diakonow. Kowalski wyszedł z partii i założył stowarzyszenie Stop Korupcji.
Młody konserwatysta z robotniczej rodziny, bohater ulicznych zadym przeciw Kwaśniewskiemu, rok po odejściu z PiS został radnym miejskim. Tropił kolejne przykłady łapownictwa i układów w swoim mieście. Wtrącił do aresztu lokalną czołówkę SLD. Jego kariera potoczyła się błyskawicznie, ale i zatrzymała na poziomie lokalnym. Jednak Kowalski jest silną osobowością. Warto obserwować jego dalsze losy.
Konradowi Ciesiołkiewiczowi, 27-latkowi, od razu udało się zdobyć pracę w partyjnej centrali. Jest szefem biura prasowego PiS. Umiejętności wyniósł z pracy w agencjach public relations. Efekty jego działań widzą dziennikarze: informacje prasowe są na czas i na temat, o konferencjach prasowych powiadamia za pomocą SMS-ów. Jego droga do kariery to unikanie konfliktów.
- Nie muszę się w nie angażować, bo nie chcę być posłem - deklaruje. Chce budować zaplecze dla polityków - stowarzyszenia i instytuty doradcze. Ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej wyniósł przekonanie, że polityka to nie tylko gry parlamentarne. Prowadzi Akademię Służby Publicznej, polityczną szkołę dla młodych z centroprawicy.

Radosław Parda z Ligi Polskich Rodzin woli swoimi poglądami zarażać kolegów na stadionie piłkarskim. Ten 25-latek, kibic Śląska Wrocław, jest najmłodszym w Polsce marszałkiem sejmiku wojewódzkiego i szefem Młodzieży Wszechpolskiej. Chce też zostać polskim deputowanym do Parlamentu Europejskiego. Droga kariery jest przed nim otwarta - lider LPR Roman Giertych (34 lata) świadomie promuje młodych.
Bardziej musi się rozpychać łokciami w swojej partii Konrad Łęcki (27 lat) z Platformy Obywatelskiej. Jest wprawdzie szefem kieleckiej PO, ale toczy ciągłe walki z 53-letnim Konstantym Miodowiczem, posłem i szefem wojewódzkich struktur partii. I ma duże szanse na zwycięstwo - Miodowicz rzadko zagląda do swego okręgu, za to Łęcki jest tam zawsze. Podczas kampanii samorządowej wygrał mandat radnego, bo chodził od drzwi do drzwi wyborców, nie zważając nawet na to, że w jednym z mieszkań go opluto.
W Socjaldemokracji Polskiej szansę na szybką karierę ma 30-letni Michał Wróblewski, asystent Andrzeja Celińskiego. Jako absolwent nauk politycznych i zarządzania, znając kilka języków obcych, nie miałby problemu ze znalezieniem lepiej płatnej pracy. Ale wybrał politykę. Stworzył grupę młodych aktywistów, jego komputerowa książka telefoniczna to skarb dla partii. Bo SdPl bardzo potrzebuje młodych ludzi, którzy dadzą jej nową twarz.
Ma swoje kłopoty z młodymi prawica, miała je lewica, nie ma ich Samoobrona. Grzegorz Skwierczyński z Siedlec, radny sejmiku mazowieckiego z Samoobrony, mówi krótko:
- Są osoby święte. Lepper, potem Filipek. Ja będę parę kroków za nimi.
Skwierczyński potrafił zgromadzić wokół siebie kilkuset młodych ludzi na Mazowszu, lotne brygady, które są w stanie oplakatować miasto jednej nocy lub w dwie godziny zorganizować demonstrację. Nie ukrywa, że uważa się za partyjnego aparatczyka i nie wstydzi się opowiadać, jak jego życie zostało zmienione przez spotkanie z posłem Samoobrony Krzysztofem Filipkiem, który na niego postawił. A potem postawił sam Lepper.

Młodzi działacze pytani, dlaczego uczestniczą w polityce, najpierw udzielają odpowiedzi ideologicznych. Ale równie ważna jest druga odpowiedź. - Bo polityka po prostu mnie kręci - mówi Konrad Łęcki. Jego rówieśnicy powtarzają to samo. Właśnie to ich różni od starszych działaczy, którzy nie potrafią przyznać, że fascynuje ich samo politykowanie. Ale młodych różni od nich także sposób, w jaki chcą realizować swoją pasję. - Chcę być skuteczny, będę profesjonalistą - zapewnia Ciesiołkiewicz z PiS. To w imię politycznej skuteczności Łęcki z PO wymyślał niekonwencjonalne metody agitacji podczas wyborów samorządowych, a Skwierczyński z Samoobrony w godzinę mobilizował na telefon setki ludzi.
Przegnanie młodych z politycznych salonów jest już niemożliwe. Ale czy uda im się zmobilizować do wyborów setki tysięcy innych młodych ludzi, którzy dziś deklarują niechęć do polityki?




Created by   e-production
e-production wspiera działania na rzecz przejrzystości w biznesie
prowadząc portal Stowarzyszenia Stop Korupcji.
© 2003-2005 e-production All Rights Reserved.