kontakt
Stop Korupcji aktualności dokumenty
strona główna


Łapówkarzom nie sprzedadzą


źródło: Nowa Trybuna Opolska
data:
4 czerwca 2004

W Opolu szykuje się wielka lustracja starych umów. Zwróciłem się z formalnym wnioskiem do prokuratora okręgowego o przekazanie nam informacji niezbędnych do zabezpieczenia interesu publicznego. Chodzi o ustawione przetargi i umowy zawarte z naruszeniem prawa - mówi prezydent Opola Ryszard Zembaczyński. Prokuratura ściga skorumpowanych urzędników, poszkodowane władze miasta chcą namierzyć tych, którzy łapówki wręczali.

Przełomem stało się niedawne zatrzymanie byłego wiceprezydenta Piotra K. i byłego prezydenta Piotra S. Pierwszy odpowiadał za politykę lokalową, drugi miał - rzekomo - uporządkować miasto po prezydenturze Leszka P. Skoro i oni maczali palce w korupcyjnych praktykach, to nowe władze Opola musiały sobie w końcu zadać pytanie o to, jakie konkretnie szkody poniosło miasto wskutek przestępczej działalności SLD-owskich "gospodarzy". I drugie, dziś chyba ważniejsze: jakim dalszym szkodom można jeszcze zapobiec?

- Opinia publiczna jest zgodna co do tego, że nie można tolerować sytuacji, w którejś ktoś dorabia się dzięki majątkowi przejętemu lub dzierżawionemu dzięki przestępstwu - mówi Zembaczyński. - Być może niektóre umowy należy rozwiązać, być może trzeba będzie zrezygnować ze sprzedaży lokali określonym oferentom.

Klamka zapadła...

Lewica rządziła Opolem przez dwie kadencje, w latach 1994-98 i 1998-2002. W potocznym przekonaniu prawdziwe przekręty zaczęły się w tym drugim okresie, gdy notable z SLD poczuli się już całkiem bezkarni. Ale to tylko przypuszczenia - umowę spółki Dobre Domy Opole wysmażono przecież pod koniec pierwszej kadencji.

Jedno jest pewne: w całym tym okresie władze miasta zawarły setki umów dotyczących sprzedaży działek czy wynajmu lokali, udzieliły też tysięcy przeróżnych zleceń. Część z nich - nikt nie wie jak wielka - została zawarta w zamian za łapówki. I jest niemal pewne, że biznesmeni-łapówkarze nadal dzierżawią komunalne lokale i wciąż stają do ogłaszanych przez miasto przetargów.

Czy miasto może im dziś wystawić rachunek? Na pewno nie wszystkim, nie do ruszenia są zawarte przed laty umowy sprzedaży działek (choć znane opinii publicznej okoliczności Ratuszgate każą podejrzewać, że niektórym transakcjom towarzyszyły różne "prezenty"). - Nie będziemy wzruszać aktów notarialnych. Prawo mówi, że nawet jeśli uprawniony przedstawiciel miasta działał na jego szkodę, to inwestor nie może ponieść z tego tytułu żadnych szkód - mówi prezydent Zembaczyński.

... ale nie całkiem

Jest jednak pokaźna ilość spraw, które można wyczyścić. Koncesje na alkohol, umowy najmu lokali - to wszystko można zweryfikować pod kątem związku z Ratuszgate. Rzecz jest jednak pilna: Rada Miasta zgodziła się niedawno na prywatyzację lokali w "strefie zero" i ich najemcy, posiadający prawo pierwokupu, zasypują Ratusz wnioskami. - Niektórym dziwnie się śpieszy, piszą nawet skargi na prezydenta, zarzucając mu opieszałość - mówi radny Janusz Kowalski, który rozpatruje takie skargi jako członek komisji rewizyjnej. - My nie będziemy się jednak śpieszyć, wolimy poczekać, bo nie wyobrażam sobie, by ktoś, kto wręczył urzędnikowi łapówkę, mógł się teraz bezkarnie uwłaszczyć na gminnym majątku.

Prokuratura zważy

Opolski prokurator okręgowy Józef Niekrawiec jeszcze pisma prezydenta Opola nie dostał, ale do samej inicjatywy podchodzi ostrożnie. - Musimy się zastanowić, czy nie trzeba by tu poczekać na wyroki sądu - mówi. - Z drugiej strony nie wykluczam, że przekażemy prezydentowi część zebranych przez nas informacji. Ale tylko w tych przypadkach, gdzie mamy stuprocentowe dowody.

Zembaczyński deklaruje, że takie sygnały wystarczą, by zamrozić sprzedaż wszystkich tych lokali, co do których są uzasadnione wątpliwości. Miasto liczy co prawda na napływ gotówki z prywatyzacji, ale uważa, że sprawiedliwość jest w tym przypadku ważniejsza niż zysk.

Marek Świercz

Siedzą dalej

O skali korupcyjnych praktyk w czasach rządów SLD w Opolu najlepiej świadczy fakt, że sąd po raz kolejny przedłużył tymczasowy areszt byłemu prezydentowi Leszkowi P. i byłemu przewodniczącemu Rady Miasta Stanisław D. Trafili za kratki pod koniec sierpnia ubiegłego roku, teraz sąd przedłużył im areszt do 25 sierpnia, co znaczy, że spędzą za murami okrągły rok. Jest spora nadzieja, że w tych trzech miesiącach do sądu trafi pierwszy akt oskarżenia i ruszy wreszcie proces skorumpowanych notabli. Obrońcy Leszka P. i Stanisława D. argumentowali, że areszt jest już zbędny, bo materiały procesowe zostały już zgromadzone i nie ma potrzeby dalszego trzymania ich klientów za kratkami. Prokuratura przekonywała jednak sąd, że sprawa wciąż jest rozwojowa: pojawiają się nowe fakty, śledztwo obejmuje nowe wątki i osoby. A to znaczy, że nadal istnieje ryzyko mataczenia i należy głównych podejrzanych odizolować od dawnych kolegów (czytaj: wspólników). I sąd przyznał rację prokuraturze, co znaczy, że przedstawione mu materiały dowodowe były mocne.

Kowalski do Zembaczyńskiego

Z inicjatywą zlustrowania podejrzanych transakcji wystąpił jako pierwszy radny Janusz Kowalski (na zdjęciu), szef Stowarzyszenia STOP KORUPCJI.

W piśmie do prezydenta Ryszarda Zembaczyńskiego stwierdził:

"Zwracam się z wnioskiem o nadzwyczajne wystąpienie do Prokuratury Okręgowej w Opolu z zapytaniem - objętym klauzulą poufności - w sprawie ujawnienia Prezydentowi Miasta Opola informacji o przedmiotach przestępstw, których dopuścili się: Piotr S., były prezydent, i Piotr K. były wiceprezydent. (...) Wiedza ta jest koniecznym warunkiem niedopuszczenia do możliwego uwłaszczenia przestępców przez np. sprzedaż lokali komunalnych. Jeżeli zarzut w stosunku do zatrzymanych dotyczy natomiast przyjęcia korzyści majątkowych w związku z wydaniem koncesji na alkohol lub innej decyzji administracyjnej, skutek musi być tylko jeden: natychmiastowe rozwiązanie w przypadku najemcy lokalu komunalnego umowy najmu lub niedopuszczenie do podjęcia analogicznych decyzji administracyjnych w tym roku, np. w sprawie umorzeń podatku od nieruchomości".

Podejrzane przetargi

Póki co prokuratura nie ujawnia szczegółów ratuszowego śledztwa, nie sposób więc stwierdzić, które z atrakcyjnych lokali zostały wydzierżawione w zamian za łapówkę. Informacje zgromadzone przez urzędników z ekipy Zembaczyńskiego dają jednak do myślenia.

- Plotek powtarzał nie będę, choć jest ich dużo. Mogę za to stwierdzić, że w wielu przypadkach mieliśmy do czynienia z dość dziwnymi przetargami, w których sporo było subiektywnych ocen i zwykłej uznaniowości - mówi ostrożnie Sławomir Brzeziński, członek komisji, która badała drażliwą kwestię lokali w "strefie zero".

O niektórych sprawach opinia publiczna dowiedziała się już jakiś czas temu. Pub, który formalnie uchodził za klubokawiarnię, dzięki czemu płacił czynsz kilkanaście razy mniejszy niż inne lokale prowadzące podobną działalność. Przetarg ograniczony w taki sposób, by mógł go wygrać tylko jeden oferent.

Ale to nie koniec. Był też przetarg, w którym - pod wątłym pretekstem - wybrano firmę oferującą 210 tys. złotych, choć inna proponowała 300 tysięcy. Są jeszcze bardziej intrygujące historie, choćby zalegający z opłatami dzierżawca lokalu, który nagle informuje Ratusz, że jego interesy przejmują tacy to a tacy przedsiębiorcy, którzy już mają w centrum kilka lokali.

Póki co, są to jednak tylko wątpliwości, podejrzenia, spekulacje. Bez dodatkowych informacji prokuratury trudno będzie poskładać z nich wyraźny obraz.

Lokali w "strefie zero" jest w sumie 124, część z nich przeszła już w ręce prywatne, ale około setki czeka jeszcze na prywatyzację. I to o nie toczy się gra.

most

Marek Świercz - Gazeta Opolska




Created by   e-production
e-production wspiera działania na rzecz przejrzystości w biznesie
prowadząc portal Stowarzyszenia Stop Korupcji.
© 2003-2005 e-production All Rights Reserved.