kontakt
Stop Korupcji aktualności dokumenty
strona główna

 

ANTYKORUPCYJNY TORUŃ
źródło: Gazeta Pomorska
data:
6 października 2003

ANTYKORUPCYJNY TORUŃ

W Toruniu odbył się w sobotę ogólnopolski kongres antykorupcyjny. To druga już tego typu impreza, którą w ciągu ostatnich kilkunastu dni zorganizowano w naszym mieście. Przywoływany wielokrotnie jako przykład nepotyczno-korupcyjnych powiązań uniwersytecki ośrodek staje się miejscem kojarzonym z walką z tymi zjawiskami.

     Na sobotnim spotkaniu środowisk walczących z korupcją, które odbyło się w sali toruńskiego Towarzystwa Naukowego, spotkali się m. in.: Julia Pitera z Transparency International, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika prof. Andrzej Zybertowicz , walczący o weryfikację elit przy pomocy wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW) prof. Jerzy Przystawa z Uniwersytetu Wrocławskiego, Janusz Sanocki ze stowarzyszenia na rzecz wprowadzenia JOW, a także prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki , który próbuje w swoim mieście wprowadzić zasady ograniczające zakres urzędniczych patologii. Hasło zorganizowanego przez Stowarzyszenie "Stop Korupcji" kongresu - "Co zrobić, by IV Rzeczpospolita była wolna od korupcji" - oznacza, że jego uczestnicy zgodzili się z tezą, iż zżeranej przez wszechogarniającą korupcję Polsce znowu potrzebny jest "nowy początek".
     Wśród uczestników konferencji było bardzo wielu młodych ludzi, zabrakło natomiast przedstawicieli lokalnych władz, choć byli niektórzy radni.
     

Abolicja dla zbójecko wzbogaconych

O powodach konieczności wyraźnego zaznaczenia cezury między niezadowalającym większość obywateli obecnym stanem państwa, a jego poprawioną wersją - IV RP - mówił prof. Zybertowicz. - Aby pożądane zmiany były skuteczne, muszą łączyć przekształcenie instytucji z przełomem symbolicznym, niezbędnym dla obywatelskiej mobilizacji - dowodził. Przedstawił koncepcję 7-punktowego "pakietu ratunkowego" dla Polski. Oprócz wprowadzenia JOW, zawarł w nim projekt abolicji dla tych, którzy w okresie transformacji ustrojowej ukradli przysłowiowy "pierwszy milion". - Wiem, że to bolesne, ale tym, którzy już się nakradli, trzeba zaoferować spokój. Potrzebna jest abolicja dla generałów, pułkowników i aparatowych PZPR oraz legalizacja majątków piratów transformacji, zbójecko wzbogaconych w III RP, która odetnie ten balast przeszłości, z którym nasz wymiar sprawiedliwości w większości i tak się nie upora! Po pierwsze dlatego, żeby zneutralizować opór tych, którzy się w ten sposób uwłaszczyli, wobec koniecznych zmian. By nie miotali się i nie wierzgali! Po drugie dlatego, żeby wymiar sprawiedliwości odzyskał w końcu zdolność rozliczania aferzystów aktualnych i przyszłych - powiedział.


      Dla sędziów - nie ma zmiłuj!

Jedynym środowiskiem, którego abolicja i legalizacja nielegalnie zdobytych majątków miałaby, wedle Zybertowicza, nie dotyczyć, mieliby być sędziowie sądów powszechnych. - Tu wystarczyłoby stwierdzić majątek przekraczający ujawnione dochody i "panu/pani już dziękujemy". Wystarczy opóźnianie postępowania dyscyplinarnego w sprawie swojej lub kolegi i już "nie dajesz kolego rękojmi" - referował. Dodał, że surową weryfikacją środowiska sędziowskiego powinno się zająć niepartyjne gremium, wyłonione metodą JOW.
     Nie wszystkim spodobała się koncepcja takiej abolicji. - Abolicja nie eliminuje społecznego przyzwolenia dla korupcji, które jest w naszym kraju podstawowym problemem - oświadczył Jerzy Kropiwnicki, który, jak wszyscy uczestnicy kongresu, zadeklarował się jednocześnie jako zwolennik IV RP i JOW. Tłumaczył, że biorące udział w korupcji środowiska dbają, by panowało przeświadczenie o powszechności i nieuchronności tego zjawiska. Przestrzegł jednocześnie przed bezkrytycznym przyjmowaniem tezy, że im "mniej państwa", tym mniej korupcji: - To kolejny nieprawdziwy libertariański mit!
     

Do polityki nie dla forsy

Julia Pitera przekonywała, że uczciwe uprawianie polityki to czynienie dobra. - Czy polityka jest z definicji brudna? Nie! Jest taka, jak politycy, którzy ją tworzą - deklarowała. Stwierdziła, że w dobrze funkcjonujących demokracjach, choćby brytyjskiej, na polityce się nie zarabia. - Nie dajcie się nabrać, kiedy parlamentarzyści różnych opcji mówią, że muszą dobrze i coraz więcej zarabiać! Brytyjski parlamentarzysta zarabia mniej niż polski: 1,5 tys. funtów. Do polityki powinni trafiać ludzie, którzy chcą przejść do historii, a nie zostawić rodzinie solidny spadek! - mówiła dziennikarzom. Liderka TI oświadczyła też, że jedną z bzdur polskiego systemu polityczno-prawnego, która w nieuzasadniony sposób broni także nieuczciwych polityków, jest to, że funkcjonariusze publiczni korzystają z większej ochrony prawnej niż "szary obywatel". - Nasze sądy są dosłownie zalane pozwami, które po krytycznych artykułach na swój temat wytoczyli dziennikarzom nieuczciwi uczestnicy życia publicznego. W demokracji to niedopuszczalne! Gdyby w Polsce wybuchła "afera Lewinsky", struktury państwa byłyby sparaliżowane, bo wszystkie broniłyby obrażonego rozporka prezydenta - dowodziła ta bojowniczka o czystość w życiu publicznym, która długo walczyła z korupcją w zupełnym osamotnieniu, doświadczając ze strony przeciwników brutalnych ataków. Jej samej po publicznych wypowiedziach wytoczono 6 procesów o zniesławienie, w tym jeden karny.


      Zmasowany opór klik

Przez co muszą w Polsce przejść ci, którzy ośmielają się próbować rozbijać skorumpowane układy i kliki? - Napotyka się na zmasowany opór całej struktury, któremu towarzyszą próby ośmieszenia każdego ruchu, sprowadzanie wszystkiego do absurdu i kwestionowanie, czy autor jest przy zdrowych zmysłach. Ja spotkałem jeszcze z próbami dowiedzenia, że rozwiązania antykorupcyjne są nie tylko nieskuteczne, ale wręcz prokorupcyjne - opowiadał prezydent Łodzi, który wydał u siebie rozporządzenie, że magistraccy urzędnicy mogą rozmawiać z petentami wyłącznie w obecności świadka. Przez kilka miesięcy podwładni Kropiwnickiego żalili się mediom na "bzdurne" pomysły zwierzchnika, a medialni komentatorzy z lubością dowodzili, że teraz trzeba wręczać dwie koperty zamiast jednej. Kropiwnicki nie wycofał się jednak. - Nigdy nie wiadomo bowiem, co zrobi "ten trzeci", a to tamuje i wręczanie, i przyjmowanie kopert. Nieuczciwi urzędnicy z korumpującymi ich petentami mogą się oczywiście spotykać poza urzędem. Ale to jest dodatkowe utrudnienie. Złodziej jest w stanie otworzyć każdy zamek, ale trzeba mu stwarzać tyle utrudnień, by musiał czasem rezygnować. To, że korupcja istnieje od początku dziejów, to nie powód, by patrzeć na nią przez palce. Morderstwa też istniały zawsze - tłumaczył.

Iza Wodzińska



Created by   e-production
e-production wspiera działania na rzecz przejrzystości w biznesie
prowadząc portal Stowarzyszenia Stop Korupcji.
© 2003-2005 e-production All Rights Reserved.