kontakt
Stop Korupcji aktualności dokumenty
strona główna

 

Artykuły

NGOpole.pl: Panu Ryszardowi może pomóc tylko Chuck Norris

W połowie sierpnia br. zadzwonił do Stowarzyszenia „Stop Korupcji” Pan Ryszard Polewczyk z prośbą o spotkanie w ważnej sprawie. Okazało się, że został oszukany przez Dom Maklerski BZ WBK na duże pieniądze. W mediach sprawa Amber Gold na czołówkach, dziennikarze zajmują się również sprawą Michała Tuska. Nikogo nie obchodzą takie osoby jak pan Ryszard – przygaszony starszy pan na emeryturze, który przez wiele lat prowadził własną firmę. Oszczędnie gospodarował środkami, a oszczędności odkładał nie do parabanku, ale do banku BZ WBK, znanego dziś z reklam z amerykańskim aktorem Chuckiem Norrisem. Pan Polewczyk dziś ma dość tego banku. Stracił ponad milion złotych przez fałszywe zlecenia pracowników banku i Domu Maklerskiego. Niestety dopiero po czasie pan Ryszard zorientował się, że jego kulturalny doradca bankowy pracował również dla Domu Maklerskiego BZ WBK, podpisywał się za jego żonę i grał jego pieniędzmi na giełdzie. Dziś w sądach nie może dojść sprawiedliwość. Dom Maklerski nie chce, mimo wyroków skazujących ich pracowników, zwrócić pieniędzy, czyli „Kowal zawinił, a Cygana powiesili”. Dom Maklerski w listopadzie 2008 r., po tym jak pracownik przyznał się do fałszowania zleceń po kontroli wewnętrznej, napisał do pana Polewczyka odmowę zwrotu straty w wysokości 1 mln 134,5 tys. zł. – „DM BZWK odmawia spełnienie żądań pana R. Polewczyka, uznając, że działał on w porozumieniu z panem Romualdem S., zgadzając się na bezprawne wykorzystanie systemów DM. (…) W związku ze skargą pana Polewczyka postanowił: rozwiązać umowę zlecenie z panem Romualdem S. na podstawie której obsługiwał klientów DM, złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa” – tak odpisał Dom Maklerski, który uchylił się od odpowiedzialności za winę swojego pracownika.

Nawet wyroku sądu skazującego przysłowiowego „Kowala”, czyli maklera Romualda S., pracownika ówczesnego banku i Domu Maklerskiego BZ WBK, nic nie zmienił. Makler jak czytamy w wyroku z maja 2010 r. Sądu Rejonowego w Dzierżoniowie, sfałszował aż 523 zlecenia podpisując się za żonę pana Polewczyka. – „Następnie posłużył się nimi jako autentycznymi inwestując zgromadzone w BZWBK środkami Ryszarda Polewczyka” – czytamy w wyroku sądu. Za to orzeczono mu karę pozbawienia wolności w zawieszeniu z okresem próby na 3 lata i zapłacenie kary w wysokości 3000 zł plus zapłacenie kosztów sądowych. Drugi pracownik Domu Maklerskiego również został skazany prawomocnym wyrokiem za sfałszowanie podpisów żony Pana Ryszarda. Z tym wyrokiem każdy mógłby sądzić, że wystarczy pójść po zwrot pieniędzy do Domu Maklerskiego, który rękami fałszerza obracał pieniędzmi klienta. Bezradność państwa widać jak na dłoni. Kolejnego wyroku Sąd Rejonowego w Dzierżoniowie w sprawie cywilnej przeciwko Domowi Maklerskiemu pan Ryszard spodziewa się 29 października br. Tymczasem w październiku br. prokuratura umorzyła po raz drugi wszczęcie postępowania działania na szkodę Pana Ryszarda przez pracowników Domu Maklerskiego i spowodowanie na jego szkodę znacznej szkody materialnej, co skutkuje tym, że teraz to pan Polewczyk musi złożyć akt oskarżenia. – „Teraz to ja mam się stać prokuratorem” – komentuje przygotowywanie przez swojego prawnika aktu oskarżenia, co oczywiście wydłuża bardzo długo drogę sądową i na nowo rozpoczyna całe postępowanie. Należy nadmienić, że pierwsze umorzenie śledztwa w tej sprawie w całości uchylił Sąd Okręgowy w Świdnicy nie zgadzając się z argumentami prokuratury. Prokurator prowadzący to śledztwo nie przejął się postanowieniem Sądu .

Przy tej sprawie wyszła na jaw cała sieć powiązań środowiska prawniczego, które przenika się między bankami, domami maklerskimi a wymiarem sprawiedliwości. To odbiera nadzieję na sprawiedliwy wyrok. Będziemy się sprawie przyglądać. Tymczasem oddajmy głos panu Ryszardowi w wywiadzie dla NGO:

Autor: Tomasz Kwiatek

„Zastanawiające jest to, że Sławomir S. pomimo skazania go za przestępstwo umyślne prawomocnym wyrokiem w dalszym ciągu jest pracownikiem Banku Zachodniego WBK” z Ryszardem Polewczykiem, poszkodowanym przez Dom Maklerski BZ WBK rozmawia Tomasz Kwiatek



Zacznijmy od początku, prowadzi Pan własną działalność gospodarczą. Kiedy ją Pan zaczynał?

Działalność gospodarczą zaczynałem w 1989 roku. Działałem w branży maszyn rolniczych i ciągników. Działałem do 1996 r., a później biznes przejął mój syn, któremu pomagałem.

Rozumiem, że przez ten czas gromadził pan środki z działalność gospodarczej na koncie?

Gromadziłem środki, głównie w Banku Zachodnim, od początku od 1995 roku.

I to sporo pieniędzy się uzbierało… W 2000 roku na koncie było już, jak wynika z dokumentów, ponad milion złotych?

Jeszcze nie. W 2000 roku było na koncie w granicach 500 tysięcy złotych, ale co roku były wzrosty.

Były wzrosty bo te pieniądze były na lokacie?

Tak, te pieniądze były na lokacie. Równolegle prowadziłem w tym czasie działalność – gospodarstwo wraz ze wspólnikiem o powierzchni 250 hektarów.

Czyli będąc na emeryturze jeszcze pan prowadził działalność?

Tak i wszystkie zyski lokowałem na koncie.

Mamy 2003 rok co się wtedy wydarzyło?

Może powiem od początku. W 2001 roku kupując fundusze Arka w Domu Maklerskim BZ WBK, stałem się klientem tego Domu. W 2003 r. pracownik tego banku namówił mnie, bo moje pieniądze były dość duże, żebym upoważnił kogoś z rodziny najlepiej żonę do dysponowania środkami.

Rozumiem, że po to, że gdyby Pana zabrakło, to żona miałaby dostęp do tych pieniędzy?

Tak. Dałem żonie Marii oczywiście dostęp do lokaty. Tylko, że w tamtym czasie nie było wzorów podpisu, który jest właściwy dla pełnomocnictwa. Dostałem tylko pin i PIT-y z rozliczeniem rocznym, które wskazywały oszczędności i zyski podobne do tych, które były z lokaty.

Czyli Pan dał żonie pełnomocnictwo do konta oszczędnościowego, a nie do rachunku maklerskiego?

Tak to był rachunek bankowy normalnie 26 cyfrowy.

Który to był rok?

W 2003 roku upoważniłem żonę. Teraz idziemy do 2006 roku. W tym roku zadzwonił do mnie makler, który powiedział: „Panie Ryszardzie, władze DM BZWBK chcą, abym zmienił z panem umowę”. Przyjechałem tego samego dnia i przystąpiliśmy do zmiany tej umowy.

Dzwonił do pana Romuald S. ?

Tak dzwonił ten makler, zapytał mnie czy znam się na giełdzie. Powiedziałem, że się nie znam, powiedziałem mu też, że nie gram na giełdzie i nie używam komputera – po prostu za wcześnie się urodziłem.

Czyli jego pytania szły w kierunku, czy nie otworzyłby Pan rachunku maklerskiego?

Tak.

Wyszedł Pan po tej rozmowie z podpisaną umową?

Po tym spotkaniu nie wyszedłem z podpisaną umową, gdyż nie było pełnomocnika, czyli mojej żony. Makler powiedział, że pojedzie następnego dnia rano do mojej żony, żeby podpisała się na umowie.

Bardzo mu zależało…

Bardzo mu zależało na tym, widocznie chciał uwiarygodnić, że podpisy na wcześniejszych zleceniach podpisywała moja żona.

Czyli on chciał tym podpisem zalegalizować to, co robił z Pana pieniędzmi między 2003 a 2006 rokiem? Ile on sfałszował tych zleceń?

Dokładnie 524.

O których Pan nic nie widział?

Nic, bo nie otrzymywałem potwierdzenia zlecenia. A nie otrzymywałem ich, bo przecież nie wiedziałem o tym co się działo.

To jak Pan wiedział ile ma Pan na koncie w 2004, 2005 czy 2006 r.?

Nie można powiedzieć, że w 2004, 2005 czy 2006 były jakieś znaczne zmiany. Były na pograniczu zysku z normalnych lokat. Nie wzbudzały żadnych podejrzeń, czy zainteresowań z mojej strony. Dlatego pozew był złożony do sądu pod koniec 2009 r. A umowa z domem maklerskim była podpisana 14 listopada 2006 r.

To ta umowa po podpis której makler pojechał do małżonki?

Tak to ta umowa. Obecnie wiem, że Romualdowi S. tak bardzo zależało abym upoważnił do rachunku maklerskiego moją żonę aby mógł podpisać się na pełnomocnictwie tym podpisem wymyślonym przez siebie, a którym podpisywał w imieniu mojej żony zlecenia kupna-sprzedaży akcji. Podpisywał się za żonę literką imienia i nazwiskiem.

To jeszcze nie wzbudziło, żadnych podejrzeń?

Nie wzbudziło, gdyż ja nie wiedziałem, że makler fałszował te podpisy. Wie Pan, był miły, kulturalny, zaangażowany, doradzał. Ja wówczas niczego nie podejrzewałem. Miałem do człowieka zaufanie i do Domu Maklerskiego również. Pierwszy niepokój pojawił się dopiero w 2008 r. Na przełomie lutego i marca tego roku otrzymałem kwit, że jest dość duży zarobek przekraczający moje oczekiwania. Zastanawiałem się skąd to się wzięło.

Czyli był Pan podejrzanie szczęśliwy?

Nie byłem, aż tak zadowolony. Zastanawiałem się skąd to się wzięło. Pomyślałem, że trzeba przestać zajmować się ogrodnictwem a zajmować się giełdą. Chociaż jeszcze nie wiedziałem, że ten makler grał moimi pieniędzmi na giełdzie.

W 2006 r., jak dobrze pamiętam, na giełdach była hossa i wszystkie indeksy, szły do góry trwało to …

Tak do listopada – grudnia 2007 r.

Czyli oprócz tych środków w Dzierżoniowie?

Dlatego wtedy interesowałem się, bo dostawałem z Poznania co miesiąc wydruki. Były wzrosty, ale nie takie przesadne. No i zaczęły się potem spadki. Wtedy zacząłem się zastanawiać nad wycofaniem środków. Również zacząłem się interesować rachunkiem założonym w Dzierżoniowie.

Czyli uporządkujmy: ma Pan dwa rachunki – jeden w Poznaniu drugi w Dzierżoniowie?

Tak. Ten dzierżoniowski był wcześniejszy, założyłem go w 2006 r. Zacząłem się dowiadywać co zrobić, gdy podejrzewam, że ktoś moimi środkami gra na giełdzie. Zapytałem kierowniczki działu DM BZWBK co zrobić i jak się dowiedzieć kto to może być? Powiedziała mi, że najlepiej to zmienić numery PIN. Wiadomo PIN dostaje się pocztą, zacząłem się zastanawiać skąd takie dane mogły się znaleźć w rękach Domu Maklerskiego, wiadomo nie była to osoba trzecia.

Czy wtedy padło podejrzenie na tego maklera Romualda S. ?

Nie. Dopiero wydał mi się podejrzany między 23 – 30 lipca 2008 r., kiedy po zmianie numeru PIN, ten makler logował się na mój stary numer PIN i tym samym zablokował dostęp. Zadzwonił do mnie i zapytał się, co się stało i czy mogę odblokować numer rachunku i PIN.

Wtedy zapaliła się lampka?

Tak, zapaliła mi się lampka. Zadzwoniłem do Poznania odblokowałem hasła i zmieniłem numery PIN.

Co się później dzieje?

Makler obiecał, że stratę wyrówna.

Czyli?

Strata wyniosła 1 mln 134,5 tys. zł. Chciał bym sprawy nie zgłaszał.

Jak tę stratę Pan wyliczył? Ile środków było na rachunku?

Stratę się liczy od wydanych pieniędzy, a nie od tego co zostało.

To drastyczna strata. Panu to chyba się gorąco zrobiło?

Oczywiście.

Uwierzył Pan temu maklerowi, że wyrówna stratę?

Nie. Myślał na pewno, że będę dalej grał na giełdzie, żeby odrobić straty. Ja takich rzeczy nie zamierzałem robić i zgłosiłem do oddziału poznańskiego banku, składając pismo, że makler grał moimi pieniędzmi bez mojej wiedzy i popełnił przestępstwo.

I co wtedy?

W banku odbyło się spotkanie w sprawie mojego pisma. Zadzwonił do mnie Dyrektor Departamentu Kontroli Wewnętrznej z Poznania, i zapytał kiedy możemy się spotkać. Ustaliliśmy spotkanie na dzień 5 listopada 2008 r. Na tym spotkaniu byłem przepytywany przez dyrektora kontroli oraz radcę prawnego. Byłem przesłuchiwany ze znajomości z maklerem, które przecież były tylko służbowe. Moim opiekunem portfela był pan Romuald S., który był pracownikiem Banku jak i Domu Maklerskiego BZ WBK, jako doradca klientów VIP na umowę zlecenie. W trakcie spotkania przedstawiłem dokument, który był moją stratą, wypisaną i wyliczoną przez pracownicę DM BZ WBK, obecną kierownik Domu Maklerskiego.

Czyli 1 mln 134,5 tys. zł?

Tak. Pan dyrektor sobie zrobił ksero i schował je do swoich dokumentów. Natomiast później w końcowej fazie spotkania, gdzieś po około półtorej godziny, dyrektor wyjął z torby dokument pełnomocnictwa mojej żony, gdzie widniał jej podpis. Zapytał czy to jest podpis mojej żony. Powiedziałem, że nie jest to podpis mojej żony. A czyj to może być? Ja na to „a skąd ja mogę wiedzieć”.

To wtedy dowiedział się Pan, że ktoś fałszował podpis?

Wtedy zorientowałem się, że zrobił to makler [Romuald S.]. Potem trwała sprawa wyjaśniająca, w której makler przyznał się do tego co zrobił.

Jak ten swoje działania motywował?

Twierdził że to ja chciałem jak najwięcej zarabiać, a on chciał mi pomóc w tym zarabianiu. Dziwna sytuacja, bo do dzisiaj sprawa nie jest wyjaśniona.

Może chciał na Panu faktycznie przetestować jak działa giełda? [uśmiech]

On był hazardzistą, tak przypuszczam. Przyznał się w każdym razie, że coś takiego zrobił.

Dla mnie teraz sprawa jest oczywista: pracownik przyznał się do błędu, fałszowania zleceń. Bank powinien mi w tej sytuacji zwrócić pieniądze, prawda?

Co zrobił Dom Maklerski BZ WBK?

Złożyłem pismo do Domu Maklerskiego z prośbą o zwrot pieniędzy niezakupionych przeze mnie spółek, które przez dwa lata tyle straciły i jeszcze za pokrycie kosztów adwokata, który nadzorował moją sprawę.

Dom Maklerski w swoim piśmie po około półtora miesiąc napisał, że jestem w skrócie mówiąc „hochsztaplerem”, że ja się z pracownikiem dogadałem, żeby on dla mnie pracował, że oni są bez winy. Napisali, że po tym wszystkim co zrobił makler powiadomią prokuraturę, Komisję Nadzoru Finansowego. Nawet tego nie zrobili, zrobiłem to ja w późniejszym czasie.

Nie było przyznania się do winy przez dom maklerski?

Nie było. Mimo kolejnego pisma mojego o polubownym załatwieniu sprawy, nawet nie odpowiedzieli na pismo. Nie było z kim rozmawiać. To są nieprzyzwoici ludzie nie potrafią nawet przyznać się do winy.

W 2009 r. złożył pan zawiadomienie do prokuratury?

Tak sprawa trafiła do prokuratury rejonowej w Dzierżoniowie. Gdzie prokuratura odmówiła prowadzenie sprawy, ze względu na znajomość jednej ze stron. Wiadomo, że ja się nie znałem z prokuratorami, znał się makler. Jak się później okazało chodzili do tej samej klasy w szkole, a nauczycielem był ojciec maklera. Następnie Prokuratura Okręgowa w Świdnicy przekazał sprawę do prokuratury rejonowej w Ząbkowicach Śląskich, która prowadzi do dziś postępowanie. Już po półtora roku po skazaniu jednego i drugie sprawcy jedynie za fałszowanie podpisów. Nie wskazała na to, że w wyniku ich działania zostały poniesione moje straty. Nie wzięto tego w ogóle pod uwagę.

Prokuratura skupiła się tylko na podpisach?

Tak, bo to najłatwiejsze. Jeden się przyznał [Romuald S.], a drugi pracownik tego Domu Maklerskiego Sławomir S. przyznał się do fałszowania podpisów po opinii grafologicznej. Zastanawiające jest to, że Sławomir S. pomimo skazania go za przestępstwo umyślne prawomocnym wyrokiem w dalszym ciągu jest pracownikiem Banku Zachodniego WBK we Wrocławiu. Dostali tam jakieś grzywny i kary w zawieszeniu. W międzyczasie w sądzie okręgowym w Świdnicy trwała sprawa o zwrot pieniędzy. Szkoda nie została mi zwrócona. Sprawę skierowałem do sądu apelacyjnego, tam otrzymałem 20% ze 120 tys zł.

Czemu 20 procent ze 120 tys. zł, a nie z tej całej kwoty ponad miliona złotych?

Sprawę rozdzieliłem po mniejszych ilościach na walory akcji.

Czemu tak. Prawnik doradził?

Radca prawny tak doradził, że coś z tymi instytucjami jest ciężko wywalczyć.



Przypomnijmy, Pan się na giełdzie nie znał?

Nie znałem się. Nigdy wcześniej nie grałem i nie miałem pojęcia. Ja nie wiedziałem nic. Myślałem cały czas, że mam lokatę bankową. Nie używałem nawet komputera wtedy.

Rozumiem, że teraz ma Pan komputer, maila i zna się na giełdzie …

Teraz to już potrafię to zrobić. Nie chciałem, ale musiałem się przymusić. Nauczyłem się częściowo giełdy. Jest ponad 400 spółek, nie sposób zapamiętać. Próbowałem to odgrywać, ale częściowo się to udało.

Ale baza startowa jest mniejsza. Pan ma obecnie do dyspozycji mniejsze środki?

Tak. To jest po prostu przestroga, że nie można dzisiaj inwestować w giełdę, oraz uczulam aby nie ufać bezgranicznie maklerom i pracownikom banków, gdyż można stracić wszystko.



Wracając do sprawy jak obecnie ona wygląda?

Obecnie jest sprawa w Sądzie Rejonowym w Dzierżoniowie o dwie spółki na łączną kwotę około 80 tys. zł.

O co pan wnosi?

Wnoszę o to by Dom Maklerski BZ WBK zwrócił pieniądze, gdyż szkodę popełnił pracownik domu maklerskiego.

Ile w sumie jest tych spraw?

Czekam na wyroku, w tym roku prawdopodobnie się zakończy sprawa tych 80 tys zł. Czyli to będzie drugi dopiero wyrok. Ten pierwszy zakończył się zwrotem tylko 20% i to, aż w sądzie apelacyjnym. Od tego, też się odwołałem do Sądu Najwyższego. Pozostaje mi tylko czekać. Nie wiadomo jak się to wszystko zakończy. Piszę pozwy, odwołuję się i tak w kółko.

Jak pan ocenia stan wymiaru sprawiedliwości dziś w Polsce?

Jeśli miałbym oceniać w stopniach to nie wiem, czy dostateczny (3). W mojej sprawie jest mniej jak dostateczny.

Dziękuję za rozmowę i trzymamy kciuki!

Za:

0 komentarzy



Created by   e-production
e-production wspiera działania na rzecz przejrzystości w biznesie
prowadząc portal Stowarzyszenia Stop Korupcji.
© 2003-2005 e-production All Rights Reserved.